Technika podróżnika

Paralia Katerini – niespodzianka greckiego miasteczka

Pragnę Wam opowiedzieć o swojej kolejnej podróży. Tym razem na szybko bez głębszych planów padło na Grecję i wychwalaną wcześniej przez znajomą znajomej – Paralię. Szybko wykupiliśmy wycieczkę z biura podróży i to był mój duży błąd! Zacznijmy zatem od początku.

Przejazd autokarem był jak dla mnie rewelacyjny. Już na samym początku poznałam wiele ciekawych osób starszych i młodszych. Szczerze mówiąc podróż minęła nam w miarę szybko i bardzo wesoło.

Kiedy dotarliśmy już do samej Paralii i wszyscy wysiedli, kierowca autokaru kazał nam czekać na przewodnika, który miał „zaraz” do nas podejść, po czym odjechał. Staliśmy gdzieś na jakimś zadupiu w pełnym słońcu koło 2h zanim Pani przewodnik w końcu do nas raczyła podejść wielce tym faktem oburzona. Była bardzo niesympatyczna, aczkolwiek nie zwracałam zbytnio uwagi na jej humor, gdyż ważniejsze dla mnie były same wakacje, a nie to czy przewodnik będzie wykonywał swoje obowiązki z odpowiednim podejściem do klienta, w końcu i tak większość czasu miałam zamiar spędzać z poznanymi znajomymi, a nie depresyjnym przewodnikiem. Potrzebowałam w tamtym czasie odpoczynku wyjątkowo mocno – był to miesiąc po przystąpieniu do egzaminu maturalnego, którym bardzo się stresowałam. Zaprowadziła nas do hotelu i powiedziała, że jest bardzo zajęta i musi iść, a my już powinniśmy sobie dalej poradzić sami. Na szczęście hotel był dosłownie naprzeciwko morza, tak więc tylko się rozpakowałyśmy i pobiegłyśmy na plażę.

Okazało się, że sama plaża była bez szału. Totalna porażka! Morze identyczne jak nasze polskie, a jedyną różnicą była temperatura zarówno wody jak i powietrza.

Kurort sam w sobie był w miarę sympatyczny, o ile tak można to nazwać. Dużo ludzi i sklepów, ale nic poza tym! Bardzo mi się nie podobała ta duża liczba sklepów futrzarskich. Ponoć w miasteczku było ich aż 200. Nienawidziłam przechodzić koło takich. Zawsze wyobrażałam sobie te biedne zwierzęta będące w klatkach przez całe ich życie, gdzie na samym końcu zostały zabijane i przerabiane w coś co człowiek nosi na sobie. Oczywiście greckie jedzenie było niesamowite i nadrabiało cały ten cyrk związany z biurem podróży. Pamiętam jak oglądaliśmy z właścicielem hotelu mecz Euro 2012, w którym graliśmy z Grecją! Komedia murowana! Właściciel kibicował swoim, natomiast my wszyscy poprzebierani w barwy biało-czerwone darliśmy się tak głośno, że ludzie przechodzący główną ulicą, obok naszego hotelu zatrzymywali się na każdym kroku i spoglądali na nas nie rozumiejąc co się dzieje. Byliśmy w Grecji akurat podczas Euro 2012 i w dniu, kiedy nasza polska reprezentacja grała z Grecją oglądaliśmy ten mecz ze wszystkimi pracownikami hotelu. Troszkę się obawialiśmy, tego wspólnego kibicowania, ale zabawa była niesamowita! Nigdy tego nie zapomnę. Właściciel hotelu tak się śmiał i wszystko wyglądało tak jakbyśmy kibicowali jednej drużynie.

Na drugi dzień Pani przewodnik oczywiście kilka godzin spóźniona przyszła do nas do hotelu i zaproponowała nam wycieczki dodatkowe, na które mogliśmy się zapisać. Umówiliśmy się na konkretną godzinę, dlatego też wszyscy specjalnie wróciliśmy z plaży, ale niestety z przykrością muszę stwierdzić, że zostaliśmy olani tym dwugodzinnym spóźnieniem.  Zapisałam się oczywiście na wyspę Skiathos i na Meteory, ale o tym w kolejnych postach. Pani przewodnik dodała szybko,  że musi już iść bo o tej porze lubi się wspinać po górach i nie ma zamiaru przez nas rezygnować ze swojej pasji. W taki oto piękny sposób zostaliśmy totalnie i dyplomatycznie spławieni.

Tej Pani na całe szczęście nie widziałam na dwóch wycieczkach, na które się zapisałam. Byliśmy wszyscy zdani sami na siebie. W dzień powrotu recepcjonista w hotelu przekazał nam jedynie, że musimy się wymeldować do konkretnej godziny i autobus będzie na nas czekał. Problem w tym,  że nie wiedzieliśmy gdzie autobus miał na nas czekać, a nie mógł pod hotelem, gdyż był to główny deptak przy samym morzu i nie powinien tam wjeżdżać o takiej porze. Wszyscy wylądowaliśmy z torbami przed hotelem i szukaliśmy po całej Paralii autokaru, który od 4h miał na nas „czekać”. O tym, w którym miejsc powinien czekać na nas autokar powrotny miała poinformować nas Pani przewodnik, do której dzwoniliśmy przez 2h, natomiast ona nie raczyła od nas odebrać telefonu… pewnie skakała jak kozica po górach.

Uważam, że podróż do Paralii Katerini możecie sobie z czystym sercem odpuścić i nie chodzi w tym momencie tylko i wyłącznie o biuro podróży, które zawiodło na całej linii w naszym przypadku. Uwierzcie, że lepiej pojechać nad nasze polskie morze, gdyż tak jak już wcześniej wspomniałam pracownicy najwyraźniej mają ważniejsze sprawy typu górskie wspinaczki, niż swoją pracę i szanowanie klientów, dzięki którym takową pracę właśnie mają.

Może tylko mi się trafiła taka niemiła sytuacja z owym biurem podróży. Chciałam się jednak z Wami podzielić swoimi doświadczeniami, gdyż  oczywistością jest, że każdy z nas jedzie na wakacje po to aby odpocząć i świetnie się bawić.

Mieliście jakąś styczność z Paralią? Jeżeli tak to proszę podzielcie się swoją opinią.

Next Post

Previous Post

4 Comments

  1. Marek Luty 23, 2018

    Az tak źle? 😯

  2. Mała Mikunia Luty 19, 2018

    Ja nigdy nie byłam w tym miejscu i w takim razie chyba raczej nie pojadę.

    • Nikola Luty 23, 2018 — Post Author

      Jest wiele ciekawszych miejsc do zobaczenia, szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam 😉

Leave a Reply

© 2018 Technika podróżnika

Theme by Anders Norén