Technika podróżnika

Toskańska Piza – jej krzywa wieża i nie tylko

Kiedy nasze cudowne wakacje we Włoszech powoli dobiegały końca, tato zaproponował nam, aby zajechać przy okazji do jakiegoś większego miasta i  poświęcić troszkę czasu na jego zwiedzanie. To są właśnie atuty podróżowania bez biura! Robicie co chcecie i jeździcie gdzie chcecie – istna wolność wyboru!

Tacie było wszystko jedno gdzie zajedziemy. To ja z mamą miałyśmy zadecydować. Szczerze mówiąc ja chciałam wstąpić do Pizy, gdyż marzyło mi się zobaczyć czy naprawdę ta wieża jest aż tak bardzo krzywa jak twierdzą. Moja mama natomiast namawiała mnie na Wenecję, jednak ja się tak strasznie uparłam na tą krzywą wieżę, niczym oślica, którą zmuszają iść przed siebie z dobytkiem pod stromą górkę.

Po drodze mijaliśmy przepiękne miejsca, w których się zatrzymywaliśmy. Pamiętam niesamowitą skałę, po której jechaliśmy a w dole błękitne morze. Podbiegłam do samego klifu, gdzie zrobiłam kilka zdjęć telefonem. Najchętniej bym tam została dłużej, ale niestety trzeba było jechać dalej.

Kiedy wstąpiliśmy do Pizy, od razu zaczęliśmy szukać wieży. Mój tato troszkę znał język włoski, dlatego też spokojnie się porozumiał z mieszkańcami Pizy, którzy nas pokierowali w stronę obranego wcześniej celu. W końcu dotarliśmy na plac, gdzie znajdowała się  wieża, katedra i baptysterium.

Troszkę się rozczarowałam po zobaczeniu wieży. Fakt była krzywa, a na jej szczycie spacerowali turyści. Jedyne co mnie zaintrygowało, to że ktoś chciał na nią wejść. Ja bym się bała spacerować po takim wysokim krzywulcu, ale jak widać znaleźli się żądni przygód chętni. Bardzo żałowałam, że jednak nie zajechaliśmy do Wenecji, bo szczerze mówiąc Piza aż tak mnie nie wzruszyła. Byłam trochę zawiedziona i z pewnością już więcej się tam nie wybiorę. Zjedliśmy w pośpiechu ostatnią włoską pizzę, gdyż przed nami zapowiadała się jeszcze dość długa droga.

Kiedy byliśmy blisko granicy stało się coś niesamowitego! Godzinę przed przekroczeniem granicy pokazywałam mamie zdjęcia z wakacji, które zostały zrobione telefonem. Jak zwykle słuchałam swojej ulubionej muzyki, aż tu nagle w momencie przekroczenia włoskiej granicy telefon, który leżał na siedzeniu obok wyłączył się całkowicie. W tym samym momencie znowu poczułam zawroty głowy i silne ale przyjemne wrażenie czyjejś obecności. Poczułam chwilowy spokój. Zapomniałam, że słuchałam muzyki… nie potrafię tego niestety racjonalnie wytłumaczyć. Po chwili, dosłownie w momencie wyjechania z Włoch zorientowałam się,  że piosenka, którą aktualnie słuchałam automatycznie się wyłączyła. Wjechaliśmy właśnie do równie pięknej i górzystej Austrii, a ja tym samym od razu się ocknęłam z tego dziwnego transu tak jak to było w przypadku pierwszego wejścia do bazyliki św. Piotra na Watykanie. Chwyciłam za telefon aby go włączyć. Pierwszy raz mi się zdarzyło, że telefon sam się całkowicie wyłączył ale nie uznałam tego za nic złego.  Jak to mówią złośliwość rzeczy martwych. Zdarza się. Nacisnęłam przycisk włączający i przeszłam do folderu, w którym znajdowała się cała moja muzyka, opracowana specjalnie na wyjazd, a tu szok! Niczego nie było! Jak to jest możliwe? Szybko go zresetowałam, ale nic nie pomogło. Coś mi wyczyściło całą muzykę z telefonu. Co ja teraz będę robiła w samochodzie? – Pomyślałam. Przed nami była jeszcze długa podróż. Bardzo się tym zdenerwowałam. Jakiś czas poczytałam książkę, ale w trasie nie lubię tego robić, gdyż nie mogę się skoncentrować, w końcu takie piękne widoki za szybą. Chciałam w pewnym momencie obejrzeć jeszcze raz wszystkie zdjęcia, dlatego też chwyciłam ponowie za telefon i weszłam w folder ze zdjęciami. Kolejny szok! Zrobiło mi się gorąco… Zdjęć nie było! Żadnych zdjęć! Nawet tych, które telefon ma wgrane już od nowości. Tego było już za wiele! Straciłam najważniejszą wakacyjną pamiątkę! W pewnym momencie łzy napłynęły mi do oczu.

Czuję, że było to związane z robieniem zdjęć grobowca Jana Pawła II. Bardzo żałuję tych zdjęć, bo były śliczne, ale najwyraźniej tak miało być, w końcu nie można było ich robić. Myślałam, że uda mi się przechytrzyć zasady, ale się nie udało. Chciałam Wam przekazać, że wakacje zorganizowane samemu mogą być zdecydowanie ciekawsze niż z biura podróży! Z całego serca polecam Wam wybrać się kiedyś na taki trip, gdyż w  tym przypadku sami będziecie  kapitanem, sterem i okrętem. Nie polecam jedynie robić rzeczy, które są zabronione i OTABLICZKOWANE, bo później możecie tego żałować tak jak ja żałuję do dnia dzisiejszego.

Jestem ciekawa co Wy myślicie o wycieczce zorganizowanej na własną rękę. Wolicie spokojnie jechać z biurem podróży na zaplanowaną podróż czy samemu wszystko sobie zorganizować? Ja zdecydowanie wolę sama i już nie mogę się doczekać kiedy uda mi się znowu taką podróż powtórzyć! 😉

 

 

Next Post

Previous Post

6 Comments

  1. Mała Mikunia Luty 5, 2018

    Zgadzam się z Tobą! W podróży na własną rękę ograniczyć ciebie może jedynie wyobraźnia! Jedziesz tam gdzie chcesz, zwiedzasz to co chcesz. Nawet jak zwiedzasz jakieś większe miasto to idziesz w miejsca wyznaczone przez siebie, natomiast z biura podróży masz narzucone z góry. Dodatkowo podróże na własną rękę kształcą zdecydowanie bardziej, gdyż musisz sama poczytać wcześniej o miejscu do którego się wybierasz, natomiast z biurem podróży według mnie jest dla leniuchów.

    • Nikola Luty 18, 2018 — Post Author

      Dokładnie! Właśnie to jest piękne w podróżach bez pomocy biura, że samemu musisz się wcześniej do nich przygotować… zdobyć jakąś wiedzę ogólną. Poza tym poznawanie jest milion razy lepsze niż dostanie gotowej wiedzy ze słów polskiego przewodnika, który często sam podpatruje swoje notatki napisane w zeszycie podręcznym 😉

  2. Magda Luty 4, 2018

    Teoretycznie fajniejsze są podróże na własną rękę. Właśnie ze względu na to, że możesz zmienić zdanie w każdej chwili i jechać tam gdzie Ci się akurat podoba. Jakbym miała jechać do jakiegoś kraju w Europie to możliwe, że wybrałabym taka opcję wycieczki, ale na pewno gdzieś dalej to pojechałabym z biurem, np. do Afryki, czy Ameryki Płd. 😛

    • Nikola Luty 18, 2018 — Post Author

      Trzeba pragnąć odkrywać, bo jeśli ktoś chce jedynie odpoczywać to lepiej lecieć z biurem podróży 😉

  3. Marek Luty 3, 2018

    Bardzo ciekawa opowiesc. Z pewnoscia bardzo Tobie szkoda tych utraconych zdjęć.

    • Nikola Luty 3, 2018 — Post Author

      Oj nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo szkoda. Zdjęcia to jedna z najlepszych pamiątek, do którym po latach możesz śmiało wrócić 😉

Leave a Reply

© 2018 Technika podróżnika

Theme by Anders Norén